Ostatnia aktualizacja strony: 24.01.2026
Budowa tego systemu to proces, który trwa kilka lat i ewoluuje wraz z doświadczeniem, potrzebami i coraz bardziej wyśrubowanymi wymaganiami. To już nie jest pokój – to pełnoprawna sala odsłuchowo-kinowa, idealnie wpisująca się w filozofię SurroundManiak: technicznie świadome, bezkompromisowe podejście do dźwięku.
Dotychczas moje projekty były typowo kinowe – kolumny wbudowane w kartongips, kurtyny, ciemne ściany, architektura mocno nastawiona na klimat sali kinowej. Teraz jednak pracuję w zupełnie innej przestrzeni: wielki salon w domu wolnostojącym, jasne, białe ściany, brak kurtyn. Sprzęt stoi z boku, a przede mną jest po prostu biała ściana z trzema głośnikami – mimo zmiany estetyki, dźwięk i immersja wciąż pozostają priorytetem. To kino w nowoczesnym, domowym wydaniu.
Kolumny Infinity Kappa 9.2 to nie zabawka. To jedne z najbardziej wymagających konstrukcji domowych, jakie kiedykolwiek powstały:
Moje 9.2:
Mają odnowione Polydomy –
oryginalne cewki pozostały, wymieniona została jedynie kopułka.
Fabrycznie te membrany były miękkie,
sprężyste, wręcz elastyczne – uginały się pod delikatnym
naciskiem palca. Z czasem jednak materiał utwardzał się jak stara
żywica: kopułki stawały się sztywne
niczym piłeczka pingpongowa, traciły swoją przejrzystość i
przybierały kolor mętnej
bieli albo żółtawego zmęczenia, co zmieniało charakter
pracy głośnika. Jeśli ktoś kupuje nowe Polydomy, które już na starcie
wyglądają „na wiekowe” – sztucznie zmleczone i twarde – to znak, że ma
do czynienia z najtańszym,
wizualnie podszytym zamiennikiem, którego jedyną ambicją
jest udawać starość, a nie odtworzyć prawdziwe brzmienie Infinity.
Tymczasem dobry zamiennik
powinien być miękki, elastyczny, przezroczysty, czyli dokładnie taki, jak
Polydomy prosto z fabryki Infinity. Wówczas głośnik odzyskuje swoją oryginalną charakterystykę,
tę z czasów, kiedy te kolumny opuszczały linię produkcyjną w swojej
pełnej chwale. Nie chodzi o tuning, tylko o powrót do stanu pierwotnego, w którym
Polydome naprawdę żył i oddychał muzyką. Można powiedzieć, że dobre
kopułki przywracają Kappom drugą
młodość – taką, w której brzmienie nie jest obciążone zębem
czasu, a kolumny grają tak, jak zaprojektowali je inżynierowie
Infinity.
To jak cofnięcie licznika… ale w najlepszym możliwym sensie: przywrócenie prawdziwej,
pierwotnej duszy tych legendarnych przetworników.
To one były punktem wyjścia całej tej budowy.



Aby kino było kompletne, z USA ściągnąłem centralny Infinity Kappa Video – rzadki model dopasowany barwowo do serii 9.2.
Dzięki niemu:

To ogromny upgrade względem uniwersalnych centralnych, które zwykle odstają od dużych frontów.
Zestaw startowy obejmował końcówkę Parasound 2250. Teoretycznie – solidna, mocna i wydajna konstrukcja klasy AB:
Praktycznie jednak Kappy szybko pokazały jej granice.
Końcówka może wejść w tryb "protected" po przegrzaniu – wtedy, po ochłodzeniu, wraca do normalnej pracy. Tyle że ja, przy intensywnym użytkowaniu jednego wieczoru, doprowadziłem do permanentnego stanu PROTECT mode. Co się stało?
Otworzyłem obudowę i skrupulatnie sprawdziłem każdy element – tranzystory, diody, rezystory – wszystko sprawne. Kolejnego dnia założyłem okulary powiększające i dopiero wtedy widać było winowajcę: dwa grube kabelki przy plastikowej złączce były zespawane ze sobą.
Płynął tam duży prąd, połączenie nie było idealne, wytworzyła się wysoka temperatura, stopiła się izolacja kabli i doszło do zwarcia. Od razu uruchamiał się tryb "protect".
Rozwiązałem problem, odseparowałem kable i założyłem nową wtyczkę. Od tamtej pory końcówka działa jak dawniej – nawet przy intensywnym użytkowaniu, bez niespodzianek.
Przygoda pokazała jedno: Kappy nie wybaczają niedoskonałości – nawet w dobrze zaprojektowanym sprzęcie.



Kappa 9.2 potrzebują wzmacniacza z najwyższej półki. Wybór padł na Bryston 14B³:
Różnica względem Parasounda jest kolosalna:
Bryston sprawił, że Kappy w końcu grają tak, jak powinny.
Bryston to firma z Kanady, która:
Chociaż producent deklaruje:
to w dokumencie testowym mojego egzemplarza (Ontario, Kanada) jest jasno wskazane:
Realna zmierzona moc: 670 W / 8 Ω na kanał (THD < 0.005%)
To aż +11,6% ponad specyfikacją fabryczną – rzadko spotykana nadwyżka.
W zakresie 4 Ω końcówka osiąga ponad 1000 W na kanał, a przy obciążeniach punktowych jest stabilna nawet przy 1–2 Ω, co jest absolutnie kluczowe dla Infinity Kappa 9.2.
To nie wzmacniacz, to spawarka!
Do toru stereo używam NAD C658 w roli:
Połączony jest z Brystonem zbalansowanymi XLR-ami. To urządzenie bardzo funkcjonalne i wygodne, z Diraciem i dobrą ergonomią.
Jednak w obecnym systemie:
Do toru stereo wybrałem NAD C658, głównie ze względu na łatwą integrację amplitunera i końcówki Bryston z kolumnami Kappa. Dzięki funkcji Analog Bypass mogę podawać z amplitunera zdekodowany sygnał analogowy – Dolby lub inny – bezpośrednio do Brystona, omijając cyfrowe przetwarzanie i zachowując pełny charakter dźwięku. Urządzenie jest w pełni sterowalne z telefonu, więc schowałem je w zamykanej szafce — pobiera niewiele prądu, a co za tym idzie, praktycznie nie generuje ciepła.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak audiofilska instalacja antygrawitacyjna — NAD C658 uniesiony na czterech masywnych podstawkach, niczym sprzęt przygotowywany do testów NASA nad redukcją rezonansów międzygalaktycznych.
Ktoś patrzy i myśli:Źródłem multimedialnym i platformą HTPC jest mój komputer w obudowie Origen AE S16T:
Specyfikacja wnętrza:
To bardzo niezawodne i wszechstronne źródło, które świetnie sprawdza się w każdej sytuacji.
Onkyo TX-NR3030 z certyfikatem THX pełni rolę procesora AV:
Końcówki mocy amplitunera zasilają surroundy, centralny i Atmosy, podczas gdy fronty są przekazane do Brystona.
System kina domowego pracuje obecnie w konfiguracji 7.1.4:
To kompletny układ immersyjny, który wykorzystuje wszystkie najważniejsze ścieżki filmowe Atmos w 100%.
A gdzie w tym wszystkim projektor?
Jak zwykle — ukryty tam, gdzie go nie widać, schowany w zabudowie
karton-gips. Bez ostentacji, bez błyszczenia obiektywem, bez krzyczenia
„patrzcie, też tu jestem!”.
Działa w ciszy i w cieniu, jak tajny agent systemu. Jedyny element kina,
który dosłownie jest, ale go nie ma — wyświetla obraz, pozostając
niewidzialny..
W pomieszczeniu zastosowany jest wełniany dywan – nie dekoracyjnie, ale akustycznie:
To jedna z najprostszych, ale najbardziej efektywnych adaptacji w pomieszczeniach domowych.
Największym upgradem roku jest SVS PB-16 Ultra:
Transport tego kolosa to był prawdziwy test wytrzymałości: pudło wielkości pralki (albo lodówki). Wózki transportowe ledwo dawały radę, a samodzielne wyjęcie go z opakowania wymagało kombinowania jak przy układance Tetris – zapierałem się nogami o ściany, balansowałem ciężarem, a każdy ruch był jak mini-trening siłowy. Następnego dnia plecy i mięśnie miały swoje zdanie – zakwasy od stóp po szyję. Mięśnie odzywały się z opóźnieniem jak sygnały z sondy Voyager – najpierw plecy, potem barki.
A najlepsze? Przez chwilę miałem wrażenie, że jeśli upuszczę to na podłogę, to pod wpływem własnej masy zacznie domagać się horyzontu zdarzeń. Einstein by się nie obraził – przy takim ciężarze i pojemności energetycznej, ogólna teoria względności powinna dorzucać erratę do rozdziału o krzywieniu czasoprzestrzeni w salonach audio.
Dźwięk?
To liga, w której JBL ES250P nawet nie istnieje. SVS PB-16 Ultra generuje ciśnienie, nie tylko dźwięk.

To zdjęcie wygląda jak moment, w którym stare imperium spotyka nową erę.
Po lewej – SVS PB-16 Ultra, absolutny kolos, który nie tyle gra bas, co
wydaje polecenia powietrzu. Po prawej – JBL ES250P, stary, wierny
wojownik, który przez lata dzielnie walczył w bitwach o niższe herce, ale
przy PB-16 wygląda jak... padawan stojący obok mistrza Jedi, który właśnie
wrócił z 900-letniego treningu w hiperprzestrzeni.
Różnica masy?
Różnica mocy?
Różnica wpływu na rzeczywistość?
Astronomiczna.
SVS PB-16 Ultra stoi tam jak czarna dziura z własnym menu ustawień, gotowa
wciągnąć wszystko w promieniu kilku metrów. JBL obok wygląda, jakby mówił:
„Ja tu tylko pilnuję wspomnień…”
To zdjęcie to nie porównanie subwooferów.
To metafora ewolucji audio: od sympatycznego basiku do potwora, który
potrafi zagiąć przestrzeń, przesunąć ścianę i losować nową geometrię
pokoju.
Krótko mówiąc:
SVS PB-16 Ultra: „Witam. Przejmuję obowiązki.”
JBL ES250P: „Rozumiem, panie kierowniku.”
To urządzenie nie tylko gra bas. Ono zmienia prawa fizyki w pomieszczeniu. Jeśli w pobliżu zniknie pilot od telewizora albo kot spojrzy w pustkę jakby zobaczył nieskończoność, to spokojnie, to tylko lokalne zagięcie czasoprzestrzeni generowane przez SVS-a.
Jest to jedyny sprzęt audio w zasięgu konsumenta, przy którym równanie Einsteina E = mc² zaczyna wydawać się praktyczne: energia akustyczna jest tak duża, że można odnieść wrażenie, iż masa powietrza w pomieszczeniu nieznacznie wzrasta podczas odsłuchu.
Powinien być sprzedawany z ostrzeżeniem: "Uwaga: może spowodować lokalne zakrzywienie przestrzeni i niekontrolowane uśmiechy. Używać odpowiedzialnie."
Ten subwoofer nie gra głośno. On po prostu testuje wytrzymałość materiałów.
Połączenie wszystkich elementów:
sprawiło, że to miejsce przestało być zwykłym pokojem. To sala odsłuchowo-kinowa tworzona z pasji, wiedzy i ciągłego dążenia do perfekcji.
To kwintesencja filozofii SurroundManiak, którą staram się przedstawiać na tej stronie.
A najlepsze jest to, że ten projekt nadal żyje – i będzie się rozwijał.